Promowane podstrony

Treść strony

  • Prof. dr hab. Marek Mrówczyński-2

Pandemia koronawirusa zmieni podejście do ochrony roślin

O tym, w jaki sposób epidemia koronawirusa wpłynęła na rolnictwo i jakich zmian w ochronie roślin należy się spodziewać, opowiada prof. dr hab. Marek Mrówczyński, dyrektor Instytutu Ochrony Roślin – Państwowego Instytutu Badawczego w Poznaniu.

 

Pandemia koronawirusa zatrzymała wiele gałęzi gospodarki. Czy w rolnictwie również widać spowolnienie?

Koronawirus wpłynął na gospodarkę całego świata, w tym również na rolnictwo, bo ograniczona została wymiana handlowa, pojawiły się także problemy ze środkami ochrony roślin. Szacuje się, że rok 2020 będzie pierwszym od dziesięcioleci, w którym Chiny odnotują spadek PKB. Należy przypuszczać, że w Polsce będzie podobnie, a to nie pozostanie bez wpływu na rolnictwo.

 

Mówi się, że pandemia wpłynęła na dostępność oraz na ceny środków ochrony roślin. Jakich, a przede wszystkim – dlaczego?

Od wielu lat substancje czynne środków ochrony roślin są produkowane głównie w Chinach oraz w Indiach, dokąd została przeniesiona produkcja. Stało się tak m.in. pod wpływem nacisków ruchów ekologicznych, których celem jest wyeliminowanie tego typu produkcji w Europie. Niestety takie działania sprawiły, że zarówno UE, jak i w zasadzie cały świat jest uzależniony od dostawców z Azji. Zatrzymanie produkcji substancji czynnych w Chinach, a następnie w Indiach, spowodowało problemy z produkcją oraz dostawami do Europy. Niestety mimo ożywienia gospodarczego w Chinach na pozytywne efekty na naszym rynku będziemy jeszcze musieli poczekać.

Obecnie rolnictwo musi radzić sobie z problemami z dostępnością niektórych fungicydów i herbicydów, które są efektem braku niektórych substancji czynnych. O ile jeszcze środki ochrony roślin stosowane wiosną przynajmniej w części pochodzą z zapasów sprzed pandemii, o tyle preparaty przeznaczone do stosowania latem i jesienią będzie jeszcze trudniej zdobyć. Bo to właśnie ich nie wyprodukowano. Pamiętajmy, że część środków ochrony roślin stosowana jest na konkretne agrofagi, w określonych momentach roku, w danej fazie rozwoju zarówno rośliny, jak i samego szkodnika. Jeśli ten okres minął, zastosowanie danego środka nie będzie już ani zasadne, ani efektywne.

Obserwujemy także wzrost cen części środków ochrony roślin i z uwagi na wcześniej omówione przyczyny należy przypuszczać, że trend wzrostowy utrzyma się do jesieni. Podrożeją bowiem zarówno surowce, jak i cały proces logistyczny. Nie bez znaczenia jest też sytuacja na giełdzie oraz wzrost kursów walut, głównie dolara i euro.

 

Czy w przypadku braku dostępu do odpowiednich środków ochrony roślin rolnicy mają jakieś alternatywne rozwiązania, by bronić swoich upraw przed agrofagami?

W integrowanej ochronie roślin, którą – jako państwo członkowskie UE – mamy obowiązek stosować, zaleca się w pierwszej kolejności stosowanie niechemicznych metod ochrony, czyli np. zabiegów agrotechnicznych oraz wysiewanie odmian odpornych i tolerancyjnych na agrofagi. Coraz więcej rolników zaczyna stosować także biologiczne metody ochrony roślin. Zaletą metod biologicznych jest fakt, że są bezpieczne dla producenta i konsumenta. Posiadają jednak zasadniczą wadę – są droższe od metod chemicznych. W niektórych państwach Europy wprowadzono dopłaty do zakupu środków biologicznych. Na przykład w Niemczech wynoszą one 70 euro/ha, podobne rozwiązanie wprowadzono też w Czechach, na Słowacji, w Austrii i Szwajcarii. Trzeba się jednak liczyć z ograniczeniem tej pomocy w okresie pandemii koronawirusa.

Rozwiązaniem wartym rozważenia w czasach niedostatecznej podaży środków ochrony roślin wydaje się być wysiew odmian odpornych i tolerancyjnych np. na patogeny. Wymagają one mniejszej ochrony, a więc mniejszego zużycia środków ochrony roślin (nawet o 2 zabiegi mniej na jednej uprawie).

Być może, nauczeni obecnym doświadczeniem, rolnicy powinni rozważyć w przyszłości powrót do sprawdzonych, choć czasochłonnych metod prewencyjnych, a więc do głębokich orek przed zimą oraz podorywek. Choć są dość czasochłonne i kosztowne, faktycznie wpływają na ograniczenie liczebności agrofagów i – co ważne – są dostępne zawsze, niezależnie od sytuacji ekonomicznej na świecie. Zaprzestanie orki nie tylko uzależnia rolnictwo od dostępu środków ochrony roślin, ale też zwiększa ogólne zużycie środków chemicznych.

 

Gdzie rolnicy mogą szukać pomocy w zakresie doboru najlepszych metod ochrony upraw?

Obecna sytuacja na rynku środków ochrony roślin z pewnością zaskoczyła wielu rolników. Ograniczenie dostępności środków ochronnych oznacza w praktyce mniejsze plony, a dla wielu gospodarstw, zwłaszcza tych mniejszych, skoncentrowanych na produkcji owocowo-warzywnej – również problemy ze zbytem.

Tym bardziej teraz rolnicy powinni postawić na precyzyjne stosowanie środków ochrony roślin. Precyzyjne, czyli realizowane dokładnie wtedy, gdy faktycznie występuje zagrożenie i w niezbędnym zakresie. Takie podejście to pierwszy krok do ograniczenia (i racjonalnego stosowania) chemizacji rolnictwa. Oczywiście rolnicy nie są pozostawieni sami z tymi problemami. Ministerstwo Rolnictwa, PIORiN, czy ODR-y to instytucje, w których można szukać informacji i pomocy. Informacje o aktualnych zagrożeniach można znaleźć także na Platformie Sygnalizacji Agrofagów (www.agrofagi.com.pl). Pojawiają się tam komunikaty dotyczące występowania agrofagów w 350 punktach obserwacyjnych w całej Polsce. Jest to narzędzie niezwykle pomocne dla rolników – pozwala bowiem nie tylko sprawdzić, jakie jest w danym regionie ryzyko wystąpienia danego organizmu szkodliwego dla konkretnej uprawy, ale też pozyskać informacje, jak sobie w tej sytuacji poradzić (pobierając odpowiednią metodykę integrowanej ochrony). IOR – PIB publikuje także zalecenia ochrony roślin, dzięki czemu rolnicy mogą znaleźć informacje o zakresie stosowania poszczególnych środków ochrony roślin dopuszczonych do obrotu na terytorium Polski.

 

Jakie uprawy są obecnie najbardziej zagrożone i dlaczego?

Z bieżących obserwacji wynika, że najwięcej zagrożeń w uprawach rolniczych występuje z powodu braku zimy w zbożach ozimych i rzepaku ozimym. Szkodniki, chwasty i patogeny praktycznie przez cały czas się rozwijały i zagrażały uprawom, których okres wegetacji także był przyspieszony. Przykładem są m.in. chwasty w zbożach ozimych, które rosły przez całą zimę. W okresie wiosennym były już bardzo duże, a to utrudniło skuteczną ochronę, bo herbicydy na duże chwasty praktycznie nie działają. Podobnie wyglądała kwestia szkodników – nalatywały i uszkadzały zboża przez całą zimę. W styczniu tego roku, w naszej Polowej Stacji Doświadczalnej w Winnej Górze, zaobserwowaliśmy na przykład obecność mszyc zbożowych w żółtych naczyniach. Taka sytuacja miała miejsce w Polsce pierwszy raz, bo jeszcze nigdy nie odnotowano tak ekstremalnych anomalii pogodowych. A mają one wpływ na uprawy – przez całą zimę zboża były narażone na porażenie różnymi patogenami, występowały zwłaszcza choroby podstawy łodygi oraz mączniak prawdziwy.

 

Cały świat skoncentrowany jest na walce z pandemią, więc – co oczywiste – mniej mówi się o innych zagrożeniach, np. dla upraw. Z jakimi innymi problemami muszą radzić sobie rolnicy?

Paradoksalnie zagrożenia, jakim muszą stawić czoło rolnicy, łączą się. Brak zimy spowodował ponadnormatywną aktywność agrofagów, a w efekcie większe szkody w uprawach ozimych. Ciepła zima sprawiła, że rośliny przez cały czas się rozwijały, to jest widoczne zwłaszcza w uprawach rzepaku. Na przedwiośniu wytwarzał on już pędy, które zostały uszkodzone z powodu marcowych przymrozków. W miejsca uszkodzeń mrozowych wniknęły patogeny, a szczególnie szara pleśń, co wymusiło wykonanie zabiegów ochronnych. A środków ochrony roślin, z uwagi na pandemię, zaczyna brakować.

Innym, w opinii rolników gorszym od pandemii koronawirusa, zagrożeniem dla upraw jest susza, którą – także z powodu braku zimy, a zwłaszcza braku śniegu, odnotowujemy już w niemal całej Polsce. Susza, co oczywiste, zagraża wzrostowi roślin, a więc i plonom. I tu, niestety w przeciwieństwie do pandemii, post factum niewiele możemy zrobić. Zaleca się jednak działania prewencyjne, pozwalające na choć częściową poprawę stanu nawodnienia gleby, np. poprzez utrzymywanie pasów zieleni na skrajach upraw, na zadrzewianiu granic pomiędzy polami, itp.

 

Czy już teraz można wyrokować, jak obecna sytuacja wpłynie na tegoroczne zbiory? Jeśli tak – jak wyglądają te prognozy?

Prognozy nie są optymistyczne. Po pierwsze z powody braku środków ochrony roślin spowodowanych pandemią koronawirusa zakładamy słabsze zbiory. Do tego należy dodać brak wody, który znacząco obniży poziom plonów, zwłaszcza z roślin jarych.

 

Mówi się, że pandemia zmieni naszą rzeczywistość. Jak wpłynie na ochronę roślin?

Po zakończeniu pandemii koronawirusa w ochronie roślin prawdopodobnie wzrośnie znaczenie metod niechemicznych oraz upraw odmian odpornych i tolerancyjnych na agrofagi. Myślę, że metody biologiczne zyskają na znaczeniu i będą w większym stopniu stosowane w uprawach rolniczych. Dla zachowania bezpieczeństwa w zakresie dostępności surowców – przynajmniej część środków ochrony roślin powinna być produkowana w Unii Europejskiej, abyśmy w przyszłości nie byli w 100% zależni od sytuacji na rynkach azjatyckich. Musimy pamiętać, że płynne dostawy środków ochrony roślin oznaczają również bezpieczeństwo żywnościowe UE.

Okres kwarantanny uczy nas wszystkich, że rozwiązania dostępne online są optymalne w czasie pandemii. Sądzę, że ten kanał komunikacji będzie w większym stopniu wykorzystywany jako nośnik porad i wskazówek dla rolników. W ten właśnie sposób będzie przebiegać transfer wiedzy naukowej, czyli od instytutów badawczych, takich jak IOR – PIB, do doradztwa rolniczego, a następnie do rolników. Z pewnością powstaną nowe programy wieloletnie, które służą zarówno Ministerstwu, PIORiN, jak i ODR oraz praktyce rolniczej.

 

Jakie wnioski dla ochrony roślin już dziś możemy wyciągnąć z pandemii?

Pandemia nauczyła nas wszystkich, że bez odpowiedniego finansowania oraz zaplecza naukowego nie pokona się koronawirusa. Podobnie jest z ochroną roślin – tu także potrzebne będą nowe rozwiązania oraz systemy finansowania badań naukowych, tak aby możliwe było realizowanie projektów zapewniających bezpieczeństwo żywnościowe kraju, a także realizujących cele administracji rządowej i oczekiwania praktyki rolniczej.

Pandemia koronawirusa w dobitny sposób pokazała, jak istotne jest oszacowanie ryzyka wystąpienia przyszłych zagrożeń. Dotyczy to nie tylko zdrowia publicznego, ale także ochrony roślin, a w szczególności bezpieczeństwa fitosanitarnego. W tym przypadku musimy w jeszcze większym stopniu rozwijać prace nad prognozowaniem zagrożeń, które mogą być spowodowane przez nowe agrofagi, poprzez położenie większego nacisku na oceny zagrożenia agrofagami (PRA). Takie badania i ekspertyzy od kilku lat są prowadzone w IOR –PIB, w Centrum Badań Organizmów Kwarantannowych, Inwazyjnych i Genetycznie Zmodyfikowanych. Pracuje nad nimi zespół 20 pracowników naukowych pod kierownictwem doktora Tomasza Kałuskiego, który przez ostatnie dwa lata doskonalił się w tym zagadnieniu w EFSA, czyli Europejskim Urzędzie ds. Bezpieczeństwa Żywności.

Rozmawiała Andromeda Wróbel

  • fot. dr Tomasz Kałuski IOR – PIB

Bezpieczeństwo fitosanitarne to podstawa

Dr Tomasz Kałuski, kierownik Centrum Badań Organizmów Kwarantannowych, Inwazyjnych i Genetycznie Zmodyfikowanych Instytutu Ochrony Roślin – PIB w Poznaniu, wyjaśnia dlaczego tak duże znaczenie ma bezpieczeństwo fitosanitarne, z jakim ryzykiem w zakresie agrofagów musimy się liczyć i jakie czynniki wpływają na jego wzrost.

 

Pandemia koronawirusa w dobitny sposób pokazała, jak istotne jest oszacowanie ryzyka wystąpienia przyszłych zagrożeń. Dotyczy to nie tylko zdrowia publicznego, ale także ochrony roślin, a w szczególności bezpieczeństwa fitosanitarnego. Co to znaczy bezpieczeństwo fitosanitarne i dlaczego jest tak ważne?

Bezpieczeństwo fitosanitarne to zapewnienie – produkcji roślinnej oraz roślinom dzikorosnącym – ochrony przed patogenami, szkodnikami i chwastami. O tym, jak istotna jest ochrona roślin, niech świadczy kilka liczb. Rośliny zapewniają 80% żywności na Ziemi oraz 98% tlenu, którym oddychamy. Wartość handlu produktami roślinnymi wzrosła trzykrotnie w ostatniej dekadzie i wynosi około 1,7 tryliona dolarów rocznie. Według prognoz FAO, aby wyżywić wszystkich mieszkańców Ziemi, produkcja roślinna musi wzrosnąć o 60% do roku 2050.

Z drugiej strony produkcja rolnicza, a roślinna w szczególności, obarczona jest ogromnym ryzykiem, związanym ze: zmianami klimatu, wzrostem wymiany handlowej (oraz związanym z tym skróconym czasem transportu towarów), wzrostem liczby osób podróżujących na ogromne odległości w bardzo krótkim czasie. Te trzy elementy zwiększają ryzyko zawleczenia, a następnie zadomowienia się szkodników pochodzących z odległych zakątków globu, które w naturalny sposób nie byłyby w stanie do nas dotrzeć oraz się zadomowić. Zapewnienie bezpieczeństwa fitosanitarnego oznacza niedopuszczanie do takiej sytuacji lub znaczące ograniczanie ryzyka jej wystąpienia.

 

Obecnie cały świat walczy z pandemią spowodowaną przez wirus SARS-CoV-2. Czy w świecie roślin spotyka się tak dotkliwe/globalne epidemie?

Szkody w produkcji roślinnej powodowane są przez szkodniki, choroby i chwasty i dotyczą niestety około 40% światowej produkcji, co przekłada się na straty w wysokości około 220 bilionów dolarów każdego roku. Oczywiście pojawiają się zagrożenia o zasięgu lokalnym, jak i takie, które w świecie roślinnym można by uznać za „epidemię”.

W tej chwili takim spektakularnym przykładem w świecie roślin jest bakteria Xylella fastidiosa. Jest to patogen mogący atakować ponad 300 gatunków roślin, który w południowej Europie powoduje zamieranie drzewek oliwnych i winorośli, generując miliardowe straty. Niestety praktycznie niedostępne są metody chemicznej ochrony roślin przed bakteriami i jedyną metodą jest zapobieganie rozprzestrzenianiu się choroby. Obserwujemy powolne przemieszczanie się tej bakterii z południa na północ i tylko kwestią czasu jest, kiedy dotrze do środkowej i północnej Europy.

Innym przykładem są owady zawleczone przez człowieka, które następnie rozprzestrzeniają się w sposób naturalny na mniejsze lub większe odległości. Ciekawym przykładem jest motyl, Spodoptera frugiperda, pochodzący z obu Ameryk, a zawleczony do Afryki i Azji. W Polsce jak na razie jest dla niego zbyt zimno, by się zadomowił i wykształcił stałe populacje. Jednakże może się przemieszczać (przelatywać) na odległość nawet 1500 km, a to oznacza, że znaczna część naszego kraju znajduje się w jego zasięgu, przynajmniej przez część sezonu wegetacyjnego.

Z kolei nicień – węgorek sosnowiec – pochodzący z Ameryki Północnej, zawleczony do Portugalii i rozprzestrzeniający się na Półwyspie Iberyjskim, atakuje obecnie drzewa iglaste, głównie sosny, powodując ich zamieranie.

„Epidemie” w świecie roślin, zwłaszcza uprawnych, mają też wpływ na życie ludzi. Dobitnym przykładem jest tu zaraza ziemniaka wywoływana przez organizm grzybopodobny –Phytophthora infestans. Choroba ta w połowie XIX wieku w Irlandii doprowadziła do głodowej śmierci miliona osób, była jednym z podstawowych powodów masowej emigracji Irlandczyków (około dwóch milionów osób) i zmniejszenia się populacji Irlandii o 20%.

 

Czy takie „epidemie” w świecie roślin jesteśmy w stanie przewidzieć?

Nie jesteśmy w stanie wyznaczyć dokładnego punktu w czasie i przestrzeni, kiedy i gdzie pojawi się jakiś agrofag. Możemy natomiast określić ryzyko dla danego gatunku, dla konkretnego obszaru w dającej się przewidzieć przyszłości i w określonych warunkach. Wykonując analizę ryzyka wystąpienia agrofaga dla danego obszaru, bierzemy pod uwagę wiele zmiennych, takich jak: biologia i ekologia szkodnika, patogenu czy chwastu, obecność roślin żywicielskich, drogi przenikania danego gatunku, warunki klimatyczne oraz istniejący reżim fitosanitarny. Na tej podstawie jesteśmy w stanie określić ryzyko (w sposób opisowy, przy wykorzystaniu 3-stopniowej lub 5-stopniowej skali, albo wyrażone konkretnym prawdopodobieństwem).

Oczywiście każda analiza ryzyka obarczona jest pewną niepewnością, która jest odwrotnie proporcjonalna do ilości i jakości danych, którymi dysponujemy. Na przykład dla wspomnianej bakterii Xylella fastidiosa ogólne ryzyko fitosanitarne dla Polski jest wysokie przy średniej niepewności. Ryzyko to jest wysokie, ponieważ warunki w naszym kraju sprzyjają rozwojowi tej bakterii – występuje ona na wielu roślinach żywicielskich i łatwo rozprzestrzenia się wraz z sadzonkami oraz przy udziale owadów. Średni poziom niepewności wynika z kolei z braku precyzyjnych danych na temat skuteczności stosowanych obecnie środków fitosanitarnych oraz ogromnej liczby gatunków roślin żywicielskich o nieznanym poziomie infekcji.

 

W kierowanym przez Pana Centrum Badań Organizmów Kwarantannowych, Inwazyjnych i Genetycznie Zmodyfikowanych w IOR – PIB w Poznaniu prowadzone są m.in. prace nad prognozowaniem zagrożeń, które mogą być spowodowane agrofagami. Na czym te badania polegają?

Oceny zagrożenia agrofagiem wykonywane są przez zespół około 20 pracowników naukowych, pracujących w różnych jednostkach organizacyjnych IOR – PIB w ramach realizacji jednego z tematów Programu Wieloletniego – finansowanego przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Ocena zagrożenia agrofagiem (ang. Pest Risk Assessment) jest sformalizowaną, międzynarodową procedurą, uzgodnioną w ramach Międzynarodowej Konwencji Ochrony Roślin, która może stanowić podstawę do ograniczeń w imporcie roślin i produktów pochodzenia roślinnego do danego kraju lub – jak w naszym przypadku – do całej Unii Europejskiej. Agencją wykonującą tę procedurę dla Unii Europejskiej jest EFSA – European Food Safety Authority z siedzibą w Parmie, przeprowadzająca zarówno jakościowe analizy w postaci kategoryzacji agrofagów, jak i pełne ilościowe oceny ryzyka. Nasz zespół wykonuje oceny ryzyka w oparciu o schemat Europejskiej i Śródziemnomorskiej Organizacji Ochrony Roślin uzupełniony o elementy wymagane przez nowy system zdrowia roślin w UE. Cała procedura składa się z kilku etapów, w których szacujemy prawdopodobieństwo przeniknięcia danego agrofaga na obszar, dla którego wykonujemy analizę, prawdopodobieństwo zadomowienia, rozprzestrzenienia oraz wielkość potencjalnych szkód.

Jak wcześniej wspomniałem, oceny te wykonujemy w oparciu o dostępne informacje o biologii i ekologii agrofaga, jego wymagania klimatyczne, zakres roślin żywicielskich, tempo i sposób rozprzestrzeniania, itd. Szczególnie istotnym elementem jest możliwość przeniknięcia danego organizmu (lub infekcyjnej cząstki) na analizowany obszar. Tutaj bierzemy pod uwagę kierunki importu, rodzaj importowanych towarów, ich wolumen i sposób transportu, a także stosowane w kraju eksportującym środki fitosanitarne. Ponadto uwzględniamy prognozowane zmiany klimatu i wykonujemy również analizy dla Polski na 2050 r. i 2100 r.

 

Jakie korzyści przynoszą te badania?

Oczywistą korzyścią analiz ryzyka jest możliwość zarządzania tymże ryzykiem. Organy administracji państwowej mogą dostosować swoje plany monitoringu czy kontroli granicznych w taki sposób, aby skupić się na największych zagrożeniach, wskazanych w naszych analizach. Nie ma na świecie państwa, które może monitorować wszystkie punkty produkcji pod kątem wszystkich możliwych zagrożeń, stąd oceny ryzyka umożliwiają skoncentrowanie sił i środków na największych zagrożeniach dla upraw i środowiska.

Wyniki ocen zagrożenia mają także wpływ na międzynarodową wymianę handlową. Na podstawie oceny zagrożenia agrofagiem import danych towarów z konkretnego kierunku może zostać zablokowany, gdy ryzyko jest zbyt wysokie lub może zostać otwarty, gdy ryzyko spadło do akceptowalnego poziomu lub nie występuje. Cała procedura ma jeden nadrzędny cel: ochronę produkcji roślinnej oraz środowiska przed obcymi agrofagami.

 

Czy nowe agrofagi są szczególnie groźne w porównaniu do tych, które znamy od lat?

Nowe szkodniki, chwasty czy choroby niemalże zawsze powodują znacznie większe szkody niż nawet spokrewnione z nimi gatunki, znane w danym rejonie od lat. Dzieje się tak z kilku powodów. Nowo zawleczony gatunek to nowy element dla ekosystemu – zaburza jego równowagę z powodu braku naturalnych wrogów, czyli drapieżców i patogenów, które mogłyby utrzymać populację tego nowego gatunku na odpowiednim poziomie. W początkowej fazie jego populacja rośnie zatem bardzo szybko, niejednokrotnie niezauważalnie, aż do osiągnięcia progu szkodliwości. Wówczas zaczynamy obserwować pierwsze uszkodzenia roślin, które trudno jest przypisać znanym nam gatunkom. W kolejnej fazie rozpoznajemy nowy gatunek i staramy się go unieszkodliwić poprzez eliminację ze środowiska, a w następnych etapach – jeśli to zawiedzie – poprzez zmniejszanie jego szkodliwości, wdrażając znane nam metody ochrony roślin. Jednakże na to potrzeba czasu i dużych środków finansowych dla naukowców i instytucji państwowych przeprowadzających procedury zmierzające do likwidacji ogniska pojawu agrofaga.

 

W jaki sposób nowe agrofagi przenikają do naszego środowiska?

Nowe agrofagi mogą przenikać do naszego środowiska na dwa sposoby: poprzez naturalne rozprzestrzenianie się oraz przy udziale człowieka. W pierwszym przypadku zazwyczaj mamy czas na przygotowanie się na pojaw tego organizmu, jednak nie mamy niemalże żadnych możliwości ograniczenia ryzyka. Nie postawimy przecież tamy, bariery na naszych granicach, by uniemożliwić jego wniknięcie. W przypadku zawleczeń przy udziale człowieka nie jesteśmy z kolei w stanie określić momentu inwazji, jednak mamy szeroki wachlarz ograniczania ryzyka przeniknięcia.

Najczęstszą drogą zawleczeń nowych agrofagów jest transport roślin oraz produktów pochodzenia roślinnego z obszarów występowania danego organizmu. Zwróćmy uwagę na wielkość światowej wymiany handlowej, odległości, na jakie transportujemy towary w bardzo krótkim czasie, oraz na globalne zmiany klimatu. Te czynniki w znacznym stopniu zwiększają ryzyko zawleczeń. Szczególne zagrożenie niosą ze sobą drewniane materiały opakowaniowe, w których wiele owadów może być transportowanych dookoła naszego globu. Kolejna kategoria towarów to rośliny do sadzenia – w żywych tkankach mogą zostać zawleczone wirusy, bakterie albo larwy owadów. Inną kategorią towarów są owoce – w ich tkankach szczególnie łatwo przenieść larwy owadów, ale i inne grupy organizmów. Ryzyko zwiększa także rozwój metod transportu towarów, które umożliwiają jeszcze szybsze przemieszczanie ładunków. W ten sposób tworzone są korytarze, którymi nowe agrofagi mogą docierać na nowe obszary.

Zagrożenie niesie także turystyka oraz internetowy handel roślinami ozdobnymi. Turyści przywożą z podróży po całym świecie pamiątki w postaci sadzonek roślin, owoce, liście, nasiona, a wraz z nimi szkodniki, choroby i chwasty. W mieszkaniach czy ogródkach chcemy umieszczać niespotykane rośliny, kupujemy je więc na portalach aukcyjnych za granicą, a to również przyczynia się do zawlekania agrofagów. Niech jako przykład posłuży tutaj przypadek wspomnianego już wcześniej owada z rodzaju Anoplophora, który został zawleczony do Lombardii we Włoszech z jednym drzewkiem bonsai. Do dziś doprowadził do zniszczenia tysięcy drzew liściastych, a na jego eradykację wydano już miliony euro.

 

Jak możemy się chronić przed przenikaniem nowych agrofagów?

W obliczu nowych zagrożeń i rosnącego ryzyka zawleczenia nowych agrofagów oczywiście nie pozostajemy bierni i wdrażamy różnego rodzaju środki fitosanitarne, których celem jest ograniczanie ryzyka. W tym zakresie główną rolę odgrywają krajowe organizacje ochrony roślin prowadzące różne działania, z których możemy wyróżnić kilka kategorii: działania w miejscu produkcji, działania po zbiorach i w transporcie oraz działania po wejściu przesyłek do kraju lub regionu docelowego.

Do działań w miejscu produkcji zaliczamy inspekcje pod kątem wykrycia występowania danego agrofaga, zapobieganie infekcji przesyłek poprzez stosowanie odpowiednich metod uprawy, odpornych odmian, zbiory plonów w odpowiednim czasie, stosowanie kwalifikowanego materiału siewnego, itp. Należy tutaj wymienić również ustanawianie obszarów lub miejsc produkcji wolnych od danego agrofaga.

Działania możliwe do podjęcia po zbiorach i w transporcie to: prowadzenie inspekcji przesyłek, usuwanie niektórych części roślin (np. korzeni z glebą), odpowiednie metody pakowania i przygotowania towaru (np. mycie, poddawanie obróbce termicznej) czy zastosowanie specjalnych warunków transportu (odpowiednia temperatura, wilgotność czy czas transportu). Do procedur stosowanych po wejściu przesyłki do kraju lub regionu zaliczamy: obowiązkową kwarantannę wraz z testowaniem i inspekcjami przesyłki, dopuszczanie przesyłek tylko w określonej porze roku, ograniczanie obszaru, do którego możemy wprowadzać przesyłki.

Innymi środkami fitosanitarnymi, niezwiązanymi bezpośrednio z przesyłką, są: prowadzenie inspekcji i monitoringu na terenie kraju (przez odpowiednie służby, ale także producentów rolnych), czy przeprowadzanie działań mających na celu eradykację agrofaga po wykryciu jego obecności.

Należy także wspomnieć o odpowiednich regulacjach prawnych, które mają na celu ograniczenie ryzyka zawleczenia i rozprzestrzenienia nowych agrofagów na obszarze Unii Europejskiej. W grudniu 2019 roku weszły w życie regulacje tworzące nowy system zdrowia roślin w UE, gdzie z całkowicie otwartego reżimu importowego przeszliśmy w reżim częściowo zamknięty.

Spośród szeregu wprowadzonych rozwiązań warto szczególnie podkreślić dwa. Pierwszym jest lista roślin wysokiego ryzyka, których import do UE jest zakazany do momentu wykonania oceny zagrożenia agrofagiem (przez EFSA czyli Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności) i wydania przez Komisję Europejską odpowiedniej zgody – dla każdej rośliny i dla każdego kierunku importu z osobna. Drugim rozwiązaniem jest obowiązek posiadania świadectw fitosanitarnych dla wszystkich roślin sprowadzanych spoza UE, za wyjątkiem owoców ananasa, bananowca, duriana, kokosa oraz daktyli. Warto przy okazji podkreślić, że zakaz importu dotyczy także turystów, a nie jedynie profesjonalnych importerów.

Rozmawiała Andromeda Wróbel

 

Jakie agrofagi mogą obecnie najbardziej zagrażać naszemu bezpieczeństwu fitosanitarnemu – subiektywny wybór dr. Tomasza Kałuskiego 

  1. Bakteria Xylella fastidiosa i nicień węgorek sosnowiec; w przypadku obu gatunków eradykacja, czyli całkowite usunięcie z danego obszaru, jest już praktycznie niemożliwe.
  2. Owady, których co najmniej część cyklu życiowego odbywa się w drzewie lub drewnie, kózki z Azji: Anoplophora chinensis oraz Anoplophora glabripennis, które już pojawiły się w kilku miejscach w Europie (żerują w wielu gatunkach drzew liściastych, powodując ich obumieranie).
  3. Owady zbliżające się do naszych granic: Agrilus anxius i Agrilus planipennis. Pierwszy z nich pochodzi z Ameryki Północnej, natomiast drugi z Azji. planipennis jest szkodnikiem jesionów powodującym najpierw żółknięcie liści, ich opadanie, a finalnie obumieranie drzew. Z kolei A. anxius to owad atakujący brzozy.
  4. Popillia japonica to pochodzący z Japonii chrząszcz, który został zawleczony najpierw do USA, następnie na Azory, a od roku 2014 obserwowany jest w Rosji i Portugalii. Odłowiono go też w Holandii, w pobliżu lotniska Schiphol. Jest to typowy polifag, co oznacza, że może żerować na wielu gatunkach roślin (ponad 300). Zagraża wielu roślinom dzikorosnącym oraz drzewom i krzewom owocowym, takim jak: jabłonie, grusze, śliwy, maliny, jagody, winorośli, a także roślinom uprawnym, np. kukurydzy, obniżając znacząco plony.
  5. Chrząszcz Aromia bungii, natywny dla Chin, Półwyspu Koreańskiego, Tajwanu i Wietnamu, zawleczony do Włoch i Niemiec w 2012 r., jest agrofagiem wyrządzającym poważne szkody w uprawach wiśni, śliw, brzoskwiń i grusz.
  6. Kolejny owad zagrażający uprawom wielu gatunków warzyw (m.in. sałaty, kapusty, kalafiora, papryki, ogórków, fasoli), owoców (m.in. cytrusów, truskawek, gruszek, jabłek, winorośli) i roślin uprawnych (m.in. rzepaku, kukurydzy, pszenicy, buraków) to Spodoptera frugiperda. Co prawda w dzisiejszych warunkach klimatycznych owad ten nie może się u nas zadomowić, jednakże może nalatywać w okresie wegetacyjnym z obszarów, gdzie zadomowić się może, wyrządzając dotkliwe szkody, zwłaszcza w południowych regionach kraju.

 

  • fot. dr hab. Paweł Bereś

Susza to stres. Dla rolnictwa i dla roślin

O tym, w jaki sposób susza oddziałuje na rolnictwo, czy w czasie suszy wzrasta ryzyko wystąpienia agrofagów oraz czy stosowanie środków ochrony roślin jest równie skuteczne, jak podczas normalnego poziomu nawodnienia gleby – opowiada dr hab. inż. Paweł K. Bereś, prof. IOR – PIB, kierownik Terenowej Stacji Doświadczalnej Instytutu Ochrony Roślin – PIB w Rzeszowie.

 

Susza 2020 jest faktem i już teraz szacuje się, że będzie jedną z największych susz w ciągu ostatnich 30 lat. Czy o tej porze roku wpływ suszy na tegoroczne uprawy rolne jest jeszcze odwracalny?

Z punktu widzenia upraw rolniczych wpływ suszy na rośliny niestety nie zawsze jest odwracalny po nadejściu opadów. Wszystko zależy od tego, jak długo trwały niedobory wody, w jakiej fazie wegetacyjnej wystąpiły i czy już wówczas wpłynęły na rozwój rośliny na tyle mocno, że nawet pojawienie się opadów nie spowodowało znaczącego przyrostu plonu.

Woda jest roślinie potrzebna do życia. Gdy jej zabraknie, ograniczone są m.in. procesy przyrostu biomasy, gdyż roślina ma utrudnione pobieranie składników pokarmowych. Rośliny oczywiście w pewnym stopniu potrafią bronić się przed suszą – w ich organizmach mogą zachodzić różne przemiany metaboliczne związane ze stresem suszy (dla roślin susza to sytuacja stresowa), a to z kolei może mieć wpływ na ich dalszy rozwój, jeżeli problem z niedoborem wody będzie się pogłębiał.

 

Jak może się to objawiać w uprawach rolniczych?

Niestety skutki widoczne są już w tegorocznych uprawach. W wielu regionach Polski rośliny uprawne, przede wszystkim jare (zboża, rzepak, buraki), borykały się z problemem niedoboru wody, który był związany z bezśnieżną, suchą zimą i brakiem zapasów wody w glebie. W wielu sytuacjach uprawy te wschodziły z opóźnieniem i nierównomiernie, zwłaszcza na glebach lekkich. Majowe opady, choć nieco wspomogły rośliny, były zbyt krótkotrwałe, by możliwe było odbudowanie zasobów wodnych.

Możemy zatem stwierdzić, że susza trwa nadal i w dodatku może się pogłębić wraz z nadejściem upałów. Co prawda wówczas często występują też opady nawalne, jednak z punktu widzenia upraw nie są one korzystne, gdyż paradoksalnie, zwłaszcza jeśli ziemia jest spieczona, nie nawadniają gleby w dostatecznym stopniu, lecz spływają i tylko niewielka ilość wody przenika do gleby na głębokość większą niż 10 cm. Uratować sytuację może spokojny, jednostajny i wielodniowy deszcz.

 

Jakie są skutki suszy dla rolnictwa?

Susza to stres nie tylko dla roślin, ale i dla całego rolnictwa. Jest to bowiem sytuacja, która wpływa na bardzo wiele obszarów działalności rolniczej. Po pierwsze z suszą związane są straty finansowe dla gospodarstw – wynikające ze spadku poziomu plonów i ich gorszej jakości. Po drugie – niższe plony oznaczają mniejszą podaż paszy dla zwierząt. Po trzecie – pojawiają się problemy z wywiązaniem się z umów kontraktacyjnych. Po czwarte – trzeba liczyć się z większym ryzykiem pojawienia się chorób i szkodników lubiących takie warunki oraz z obniżeniem się skuteczności niektórych zabiegów chemicznej i biologicznej ochrony roślin. W wielu przypadkach konieczne będzie nawadnianie pól, co wiąże się z dodatkowymi kosztami, m.in. zakupu odpowiedniej aparatury, założenia studni głębinowych lub deszczowni, a także z koniecznością przejścia całej ścieżki urzędowej, związanej z uzyskaniem odpowiednich dokumentów i zezwoleń. Susza nie jest też obojętna dla gleby.

 

W jaki sposób na nią wpływa?

Życie w glebie zależy od wilgotności. Przy jej niedoborach ograniczone może zostać oddziaływanie wielu drobnoustrojów, które uczestniczą np. w procesach próchnicotwórczych, w stymulacji wzrostu roślin, albo rozkładaniu pozostałości środków ochrony roślin. Ponadto susza zwiększa degradację wietrzną i wodną gleby. Coraz częstszym widokiem w okresie wiosennym są np. zamiecie pyłowe, a spalona słońcem gleba (zwłaszcza jej wierzchnia warstwa organiczna) po wiosennych nawałnicach ulega szybkiemu wypłukaniu. Brak wody w glebie utrudnia pobieranie składników odżywczych, dlatego rośliny mogą wykazywać niedobory pewnych makro- i mikroskładników, nawet pomimo tego, że zostały one wprowadzone do gleby.

 

Wiele się słyszy o tym, że susza to także problem całego społeczeństwa. W jaki sposób się to przejawia?

Mniejsza podaż surowców rolno-ogrodniczych na rynku to oczywiście wyższe ceny. Pamiętajmy, że problemy z brakiem opadów są dotkliwe nie tylko dla Polski, ale i całej Europy, więc import nie zawsze pozwala utrzymać ceny na akceptowalnym poziomie. O tym, jak susza może diametralnie zmieniać choćby ceny warzyw, np. cebuli czy pietruszki, można się było przekonać w ostatnich latach. Wyższe ceny płodów rolnych to z kolei wyższe koszty dla przetwórstwa, więc wzrastają ceny produktów przetworzonych, co każdy z nas odczuwa w swoim budżecie domowym. Bezpośrednio w rolników, a pośrednio w konsumentów płodów rolniczych uderza również problem rosnących cen materiału siewnego, którego produkcja jest mocno skorelowana z odpowiednim nawodnieniem.

 

Które rośliny w polskim rolnictwie w największym stopniu są wrażliwe na suszę?

Spośród roślin rolniczych szczególnie narażone na wiosenną suszę są uprawy jare, gdyż ozime – zwykle już dobrze zakorzenione – lepiej wychwytują wodę z gleby. Wśród upraw jarych w ostatnich latach szczególnie mocno ucierpiały: zboża, ziemniaki, buraki i kukurydza. Wiele jednak zależało od regionu (nie wszystkie województwa w jednakowym stopniu były dotknięte suszą), a także od rodzaju gleby, stosowanych odmian oraz technologii upraw.

 

Czy susza wpływa też na zagrożenie ze strony agrofagów?

Susza wpływa negatywnie na część organizmów szkodliwych, zasiedlających rośliny. Jednak nie każdy gatunek reaguje spadkiem liczebności i szkodliwości w takich warunkach. Na przykład chwasty, w zdecydowanej większości przypadków, w warunkach suszy radzą sobie lepiej niż rośliny uprawne. Tak reagują np.: chwastnica jednostronna, komosa, zaślaz pospolity, palusznik krwawy, rdesty, szczawik żółty, szarłat szorstki, psianka czarna żółtlica, włośnice i inne.

Również niektóre szkodniki lepiej się rozwijają, w dodatku wysokie temperatury sprzyjają rozwojowi dodatkowych pokoleń, np. u mszyc. Spośród fitofagów (roślinożerców) z suszą dobrze radzą sobie: przędziorki, wciornastki, mszyce, pchełki ziemne, skrzypionki zbożowe, rolnice, piętnówki, słonecznica orężówka, szarek komośnik, zmieniki, skoczki i wiele innych.

 

Czyli okres suszy pod względem zagrożenia ze strony agrofagów wcale nie jest bezpieczny?

Nie. Często się uważa, że aby doszło do porażenia roślin przez patogeny, warunkiem niezbędnym jest woda. Nie jest tak do końca, gdyż niektóre mikroorganizmy infekują rośliny nawet przy niewielkiej wilgotności. Przykładem takich patogenów są wirusy, ale i grzyby chorobotwórcze wywołujące np.: głownie, mączniaka, czy też rdze. Musimy też pamiętać, że wysokie temperatury podczas letniej suszy mogą sprzyjać pojawieniu się w Polsce nowych gatunków agrofagów. Przykładem jest słonecznica orężówka nalatująca okresowo do Polski, ale także skoczek kukurydziany, czy skośnik buraczany, które już się pojawiły.

Co ważne – w warunkach suszy połączonej z wysokimi temperaturami możliwe są pewne zmiany w biologii agrofagów. Zmieniają się terminy ich pojawów, a w konsekwencji optymalny czas ich zwalczania. Niektóre agrofagi, jak wspomniana mszyca, mogą rozwijać dodatkowe pokolenia, inne – jak stonka kukurydziana oraz omacnica prosowianka na kukurydzy – pojawiają się znacznie wcześniej niż dotąd. Są także agrofagi wędrujące, które przechodzą z uschniętych w czasie suszy roślin (np. zbóż), na inne uprawy (kukurydza). Takie zjawisko obserwowaliśmy w 2019 roku, kiedy chrząszcze skrzypionki zbożowej masowo szukały alternatywnego dla zbóż pokarmu i pojawiły się na kukurydzy w dotychczas nienotowanej liczebności.

 

Czy długotrwała susza może wpłynąć na skuteczność środków ochrony roślin stosowanych w rolnictwie?

Niestety tak, w dodatku na większość z nich. Nie wynika to z tego, że preparaty źle sobie radzą w takich warunkach, ale np. z tego, iż rośliny uprawne – będące w stresie suszy – mogą wykazywać mniejszą wrażliwość na stosowane substancje czynne. W czasie suszy następuje spadek jędrności tkanek roślin, co może wpływać na słabsze pobieranie związków biologicznie czynnych wnoszonych przez zabieg ochronny (zwłaszcza tych wnikających do komórek i razem z sokami krążących po całej roślinie). Niektóre rośliny o większych blaszkach mogą je zwijać (aby ograniczyć transpirację wody), a to oznacza mniejszą powierzchnię chłonną liści, a więc mniejszy obszar działania preparatu. Poza tym część roślin wytwarza więcej wosków powierzchniowych, co także ogranicza skuteczność wchłaniania środków ochrony roślin.

Jeśli gleba nie jest wilgotna, w okresie wiosennym może pojawić się problem z efektywnością działania herbicydów doglebowych. Częściowo z pomocą przychodzą tu nowoczesne formulacje i substancje dopełniające, tzw. wypełniacze, jednak w praktyce zdarza się, że konieczne jest powtórzenie zabiegu środkiem nalistnym.

Nie można także zapominać o tym, że chemiczne środki ochrony roślin ulegają degradacji w glebie, m.in. pod wpływem działania mikroorganizmów. Niestety susza powoduje, że to działanie jest wolniejsze. Taka sytuacja może z kolei wpływać na płodozmian, a właściwie uniemożliwić jego planową realizację.

Część preparatów ochrony roślin jest też wrażliwa na wysokie temperatury, więc w czasie upałów ich użycie nie jest rekomendowane. Przykładem są m.in. owadobójcze pyretroidy, skuteczne do 20o C. Niska wilgotność gleby wpływa także na skuteczność działania herbicydów doglebowych, dlatego zdarzają się sytuacje, że zabieg zwalczania chwastów należy powtarzać, ale już preparatem nalistnym. Susza może oddziaływać również na biopreparaty, zwykle obniżając ich skuteczność. Nicienie, preparaty mikrobiologiczne zawierające grzyby oraz bakterie, np. owadobójcze, do efektywnego działania wymagają bowiem wilgotności.

Rozmawiała Andromeda Wróbel

  • Prof. dr hab. Paweł Węgorek

Zapylacze gwarantują różnorodność upraw

O roli pszczoły miodnej i innych zapylaczy w rolnictwie oraz o zasadach stosowania chemicznych środków ochrony roślin w kontekście zapylaczy opowiada prof. dr hab. Paweł Węgorek z Zakładu Entomologii i Agrofagów Zwierzęcych Instytutu Ochrony Roślin – Państwowego Instytutu Badawczego w Poznaniu.

 

W maju w mediach pojawiła się informacja o zatruciu prawie miliona pszczół w pasiekach niedaleko Środy Wielkopolskiej. Jakie to może mieć skutki dla okolicznych upraw?

Takie masowe zatrucie jest bezsprzecznie dużą stratą dla pszczelarzy, których rodziny pszczele zginęły. Dopóki trwają badania nad wyjaśnieniem tego zjawiska, trudno je komentować, choć niektóre symptomy wskazują na możliwość zatrucia pszczół środkiem ochrony roślin. Pamiętajmy jednak, że nie wszystkie środki ochrony roślin są niebezpieczne dla pszczół. Bezpieczne substancje można znaleźć również wśród insektycydów. Zawsze warunkiem jest prawidłowe, zgodne z etykietą stosowanie środka. Śmierć miliona tych pożytecznych owadów oznacza, że zginęło od 25–100 rodzin, w zależności od ich liczebności, która się wiąże z okresem rozwoju pszczół. To z kolei może oznaczać gorsze zapylenie roślin owadopylnych na obszarze około 50–100 ha.

 

Zapylacze, a zwłaszcza pszczoła miodna, pełnią ogromnie ważną rolę rolnictwie. Na czym ona polega?

Zapylacze pełnią w przyrodzie i w rolnictwie rolę pośredników w krzyżowym zapylaniu roślin. W przyrodzie Polski prawie 80% gatunków roślin to gatunki owadopylne. Bez przeniesienia pyłku z pręcików kwiatów na znamiona innych nie doszłoby do krzyżowego zapłodnienia, a więc ani do odpowiedniego owocowania, ani do produkcji nasion ogromnej ilości gatunków.

 

Czy rolnictwo może istnieć bez pszczół/zapylaczy?

Bez efektywnego zapylania krzyżowego roślin rolniczych i sadowniczych przez pszczołę miodną i inne gatunki zapylaczy rolnictwo musiałoby zrezygnować z uprawy około 50 gatunków roślin polowych. Mam na myśli między innymi uprawy mieszańcowych odmian rzepaku, gryki, grochu siewnego, peluszki, seradeli, esparcety, fasoli, łubinu żółtego, lucerny, słonecznika, prosa, gorczycy, lnu, koniczyny, soi i wielu innych. Jeszcze gorzej sytuacja wyglądałaby w sadownictwie i ogrodnictwie. Na skutek nieopłacalności produkcji prawdopodobnie zniknęłyby sady z licznymi odmianami drzew i krzewów owocowych, uprawy warzyw, roślin ozdobnych i innych. Nie byłoby jabłek, gruszek, śliwek, wiśni, czereśni, a także borówek, malin, truskawek, porzeczek, agrestu, itd. Wymieniłem tylko kilka przykładów owoców, jednakże aż 400 gatunków roślin wymaga zapylenia przez owady, w tym głównie przez pszczoły. Bez ich pomocy rolnictwu pozostałaby uprawa roślin wiatropylnych i samopylnych, a to oznacza ogromne monokultury roślin zbożowych i okopowych.

 

Jednakże zapylacze to nie tylko pszczoła miodna.

Jest bardzo wiele gatunków owadów, które zarówno w dzień, jak i w nocy zapylają różne rośliny. Na świecie opisano około 40 000 takich gatunków, natomiast w Polsce samych owadów z rodziny pszczołowatych opisano około 470 gatunków. Większość z nich to pszczoły samotne, budujące gniazda w ziemi, w szczelinach drzew i innych miejscach.

Pszczołami, a nie bąkami, są między innymi trzmiele (mamy ich w Polsce 31 gatunków). Wbrew powszechnej opinii rola trzmieli w przyrodzie jest również bardzo ważna. Na przykład tylko trzmiel ziemny zdolny jest do zapylania lucerny, koniczyny czy bobu. Owad ten w ciągu dnia potrafi odwiedzić kilka tysięcy kwiatów.

Oprócz owadów pszczołowatych zapylaczami są liczne gatunki motyli, muchówek, pluskwiaków, chrząszczy, błonkówki, sieciarek i trzeba zdawać sobie sprawę, że tysiące gatunków tych owadów występują w różnych siedliskach i że różnorodność występowania tych siedlisk jest warunkiem ich przeżycia.

 

Współczesne rolnictwo opiera się na integrowanej ochronie roślin, której istotnym elementem jest ochrona chemiczna. Jakie zasady bezpieczeństwa, w kontekście ochrony zapylaczy, powinni stosować rolnicy?

Każdy zabieg chemiczny z użyciem środka ochrony roślin narusza warunki egzystencji owadów, które w tym czasie występują na polu. Jeśli jest to zabieg insektycydowy, stwarza to dla zapylaczy szczególne niebezpieczeństwo. Obecnie – w myśl zasad integrowanych programów ochrony roślin, jeśli konieczny jest zabieg insektycydowy na kwitnącej uprawie, na przykład rzepaku, to należy w pierwszej kolejności korzystać ze środków o jak najniższej toksyczności dla pszczoły miodnej. Podobnie należy chronić uprawy, na których występują kwitnące chwasty. Bardzo ważne jest przestrzeganie okresów prewencji dla pszczół, zwracanie uwagi na możliwość znoszenia przez wiatr cieczy roboczej lub pyłu przy siewie nasion zaprawionych substancją insektycydową. Zabiegi opryskiwania należy przeprowadzać w godzinach wieczornych i nocnych po oblocie pszczół i kończyć je na 3-4 godziny przed początkiem ich aktywności porannej.

 

Mówi się, że chemicznych środków ochrony roślin nie powinno się stosować w pobliżu pasiek. W jaki sposób rolnicy, których pola znajdują się w okolicy pasiek, mogą chronić swoje uprawy przed agrofagami bez użycia chemizacji?

Istnieje wiele metod ochrony roślin bez konieczności stosowania niebezpiecznych dla pszczół zabiegów chemicznych lub przynajmniej ograniczających ich stosowanie. Pamiętajmy jednak, że również pszczelarz, który może pasiekę przemieścić, powinien dbać o jej bezpieczeństwo, najlepiej poprzez stały kontakt z rolnikami. Wracając do pytania – podam przykład ochrony rzepaku, który najczęściej wymaga ochrony chemicznej. Uprawiając rzepak ozimy wiosną, należy uwzględnić jak największe ograniczenie zachwaszczenia, bowiem zakwitające przed rzepakiem chwasty przyciągają owady zapylające. Zbilansowane nawożenie rzepaku ogranicza zachwaszczenie, a więc i ten czynnik odgrywa ważną rolę w integracji metod ochrony. Dużą rolę odgrywa dobór odmiany, która – dzięki cechom wczesnego lub późnego dojrzewania – może unikać ataku niektórych szkodników lub wykazywać odporność na niektóre choroby. Dotyczy to również innych roślin rolniczych.

W celu ograniczania chemizacji nie powinno się również stosować zabiegów insektycydowych bez wyraźnego przekroczenia przez szkodniki progu szkodliwości. W razie konieczności można rozważyć zabieg brzegowy i stosować się do zasad, które omówiłem powyżej.

 

Istnieje też zasada, aby chemizacji nie prowadzić na kwitnących roślinach. Z drugiej strony coraz więcej słyszy się o tym, aby na brzegach pól uprawnych, na miedzach, wysiewać łąki, na których siłą rzeczy znajdują się rośliny kwitnące. Czy w takim przypadku wystarczy wykonanie zabiegu wieczorem, kiedy pszczoły skończą zapylanie?

Jeśli chodzi o pszczołę miodną powracającą po oblocie do swojego ula, który może być oddalony o kilka kilometrów od uprawy, gdzie przeprowadzony będzie zabieg, to wykonanie go wieczorem, przy użyciu odpowiedniego środka, nie stanowi dla niej niebezpieczeństwa. Pamiętajmy jednak o wymienionych wcześniej owadach pożytecznych zamieszkujących miedze, zakrzewienia i zadrzewienia śródpolne. Dla nich zabieg insektycydowy będzie śmiertelnie niebezpieczny. Dlatego należy unikać opryskiwania miedz, uważać na możliwość znoszenia cieczy przez wiatr, po prostu pamiętać o tych wszystkich małych sprzymierzeńcach rolnika i starać się je chronić.

 

Chemiczne środki ochrony roślin to zagrożenie dla pszczół – na ile prawdziwe jest to stwierdzenie?

To stwierdzenie jest prawdziwe. Pamiętajmy, że każdy zabieg chemiczny wprowadza w agroekosystemie pewne zaburzenia, obojętnie, czy jest to insektycyd, fungicyd czy herbicyd. Pszczoła miodna opryskana środkiem chemicznym zmienia swój charakterystyczny zapach i może nie zostać wpuszczona do ula. Nie wiemy, jak na tego owada, który jak żaden inny posługuje się mózgiem, wpływają mieszaniny, synergetyki czy też adiuwanty często stosowane przy zabiegach chemicznych. W tym obszarze potrzebne są odpowiednie badania naukowe.

 

Często słychać głosy, że zapylaczy mamy w Polsce za mało. Czy to prawda?

Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć. Biorąc pod uwagę stałe ubożenie ekosystemów, zmiany klimatyczne, zanieczyszczenie środowiska różnymi substancjami chemicznymi, a w obszarze rolnictwa jego intensyfikację i monokultury zbóż, jest to bardzo prawdopodobne. Z drugiej strony obserwujemy obecnie wsparcie bioróżnorodności, a jest to bardzo pozytywny trend, zresztą nie tylko dla zapylaczy, ale dla całej przyrody.

 

Instytut Ochrony Roślin – PIB w Poznaniu prowadzi badania polowe dotyczące wielu aspektów stosowania chemicznych środków ochrony roślin na ryzyko zatruć pszczół. Jakie są wnioski z tych badań?

Wnioski z tych badań są konkretne: środki ochrony roślin, a zwłaszcza insektycydy, w większości stanowią zagrożenie dla pszczół. Jednak wśród substancji czynnych insektycydów istnieją takie, które przy zalecanych dawkach są całkowicie bezpieczne. Taką substancją jest na przykład acetamipryd. Choć należy do budzącej kontrowersje grupy neonikotynoidów, to jednak ze względu na budowę komórek nerwowych pszczoły miodnej, na tego owada acetamipryd nie działa. Również pyretroid tau-fluwalinat jest substancją bezpieczną dla pszczoły. Jednak, jak wspomniałem, większość insektycydów jest bardzo niebezpieczna i niestosowanie się do ścisłych zaleceń przy ich użyciu może okazać się przyczyną zatrucia tych owadów.

Wyniki naszych badań od wielu lat staramy się przekazywać do praktyki rolniczej, najczęściej poprzez artykuły w fachowej prasie rolniczej, poprzez publikacje książkowe, wywiady, a także podczas spotkań z rolnikami, firmami fitofarmaceutycznymi, studentami i uczniami szkół rolniczych. Poprzez stały kontakt z Państwową Inspekcją Ochrony Roślin i Nasiennictwa wyniki naszych badań przekazywane są na bieżąco również doradztwu rolniczemu.

Rozmawiała Andromeda Wróbel

Dodatkowe menu

Stopka kontaktowe

Dane kontaktowe

60-318 POZNAŃ, ul. Władysława Węgorka 20

tel.: +48 61 864 9000, fax: +48 61 867 6301

e-mail: sekretariat@iorpib.poznan.pl

Stopka strony